9 marca 2026

Motyle motyle



Znajoma poprosiła mnie żebym jej trochę przerobiła serwetę z motylami.
Serweta była za wąska i za krótka.
 Gdy się jej bliżej przyjrzałam okazało się że ma bardzo dużo błędów . Wzory motyli  były nie podokańczane  i niezbyt ładnie to wyglądało. 
 Patrzyłam i patrzyłam co można z tego zrobić i doszłam do wniosku że łatwiej będzie po prostu zrobić podobną ale taką jak chciała. 
No i oto ona 👇😍
 





6 marca 2026

Serweta


Biała serweta, ostatnio zeszła z mojego  z szydełka . 
Lecz jak to często u mnie bywa musiała trochę odleżeć. 😉 Pod koniec dziergania musiałam zrobić kilka frywolitkowych zakładek do książek no i zapomniałam o serwecie. 
Poleżala dwa miesiące i doczekała się wykończenia. 😍



 

3 marca 2026

Mam i ja

Zobaczyłam go kilka lat temu gdzieś w internecie. Zapisałam sobie schemat i po jakimś czasie zaczęłam dziergać. Serweta była gotowa ale okazało się że mam za małe koło . No i robótka poszła na bok, gdzie spędziła ponad rok. Całkiem niedawno przypomniało mi  się że leży niedokończony projekt, kupiłam koło , cyfry i wskazówki do  zegara i już cieszy oczy na ścianie 😍 



Średnica koła to 70 cm . 

Całkowita średnica zegara to 100 cm 

Obrus

 Jakiś czas temu zrobiłam przyjaciółce obrus. Wyświadczyła mi wcześniej dużą przysługę i w ten sposób się jej zrewanżowałam.  

Była zachwycona. 😍

Niestety gapa ze  mnie bo nie nie zdążyłam zrobić zdjęć i siebie w domu .

Zdjęcia zrobione przez przyjaciółkę, po praniu i niestety nie wypracowała do zdjęcia 





11 czerwca 2024

Frywolitki...

 Jak na razie szydełko poszło w odstawkę. Wpadłam w macki frywolitki. 🤩 Zrobiłam ostatnio sporo zakładek do książek, które już tu pokazywałam , Teraz robię biżuteria . Zrobiłam sobie czarny naszyjnik z kryształkami Swarovskiego. Miałam dorobić jeszcze kolczyki i bransoletkę, ale nie zdążyłam . Moja znajoma, która mnie odwiedziła tak bardzo  zachwycała się koronką frywolitkiwą że dałam jej ten naszyjnik w prezencie 🎁



I po raz kolejny sprawdza się przysłowie że szewc bez butów chodzi 🤣


10 czerwca 2024

Małe rozczarowanie

 Gdy zobaczyłam schemat tej serwety w jakiejś gazetce , bardzo chciałam taką mieć.

Potrafię czytać schematy więc nie wiem co robiłam źle. Mniej więcej  w połowie robiło się zbyt ciasno , a gdy wchodziłam w ostatni etap wzór był za gęsty i się falował. Prułam, modyfikowałam, potem znów prułam i znów... No i coś wyszło . Nie jestem jednak zadowolona z efektu bo serweta nie układa się tak ładnie jak powinna, ale już taka będzie... Kolejny teraz pruć nie będę. 

Wymiary to 105/ 40 


27 maja 2024

Frywolitkowe zakładki

Serdecznie witam tych co jeszcze tu czasem zaglądają 😍

Sporo nowych rzeczy zrobiłam, które postaram się stopniowo Wam pokazać. 

Dzisiaj pochwalę się zakładkami do książek . Robiłam je na prezent dla 28 osób będących na kursie w mojej społeczności. 

Jestem  zadowolona bo zakładki bardzo się podobały 














16 maja 2022

Bluzeczka

 Zaczęłam robić tą  bluzkę cztery  lata temu , gdy pracowałam w Niemczech. Brakło mi włóczki i wrzuciłem ją do szafy... zapomniałam o niej i leżała  tak sobie leżała. W między czasie przeprowadziłam się i podczas wypakowywania pudeł wpadła w moje ręce 🤩 A potem to już  z górki..  kilka godzin pracy i bluzeczka gotowa 😊☺ 





28 stycznia 2022

Duża ozdoba

 Kocham ozdoby szydełkowe w domu. Czy to, serwety, obrusy, zawieszki i wszystko inne. Ostatnio modne są  tzw łapacze snów i w internecie krąży ich całe mnóstwo, małych i dużych.  Czytałam trochę na ten temat i wiem że jest to pewna forma amuletów.  Jednak żeby tak się stało taki lapacz musi spełnić kilka warunków, których ja nie spełniam przy moich ozdobach :) Nie będę się nad tym teraz rozwodzić. Zrobiłam sobie do domu ozdobę  na ścianę, nie żaden łapacz ...ale zwykłą ozdobę. Co prawda w salonie mam jeszcze remont ale gdy zawiśnie na białym tle to myślę że będzie pięknie wyglądać.  


Edit.. No i po raz kolejny  sprawdziło się przysłowie że szewc bez butów chodzi . Siostrzenica gdy tylko zobaczyła ozdobę to bardzo, ale to bardzo  chciała taką u siebie w sypialni ... No i ma 😍 a ja wciąż bez 🤣



Średnica koła 80 cm 

5 stycznia 2022

Okrągły obrus

 Nie wiem jak u Was jest z czasem ale u mnie ciągle to za mało.  Dosłownie krainę go aby trochę  poszydełkować. 

W sierpniu przeprowadziliśmy się i jestem załamana tym że wciąż jeszcze w mojej piwnicy jest mnóstwo nierozpakowanych pudeł... chyba długo jeszcze potrwa zanim to ogarnę  ;)

Znalazłam jednak trochę czasu wieczorami by zrobić obrus na okrągły stół.  Użyłam kordonek nowosolski, z którego ostatnio bardzo chętnie dziergam. Obrus ma 180 cm średnicy 








16 kwietnia 2021

Wreszcie mam obrus

 Uff skończyłam 😃 Jestem niezmiernie dumna z mojego obrysu. To największa szydełkowa praca jaką do tej pory zrobiłam. Ale robiłam ten obrus bardzo,  bardzo długo. Nie dlatego że wymagał dużo pracy, ale kilka razy odkładałam go na dno szafy i leżał  tam miesiącami zanim znów po niego sięgłam.  Robienie ciągle tych samych elementów  jest monotonne... wiec czasem po prostu potrzebowałam  oddechu.  Po operacji piersi i wycięciu  kilku węzłów  chłonnych niestety długo nie mogłam szydełkować.. ręka dość  mocno mnie bolała i bardzo szybko się  męczyła. To było straszne... brałam szydełko w dłoń i po kilku minutach odkładałam. No  ale mam to już za mną,  a obrus jest moją dumą. 

Sam schemat nie jest skomplikowany i fajnie się  to robi. Efekt na żywo jest o niebo lepszy :) 

Wymiary to 220 cm / 150 cm 

Zużyłam prawie 5 km kordonka Anchor 

Wykonanie zajęło mi 212 godzin 







31 grudnia 2020

Rak to nie wyrok

Równo rok temu dostałam zaproszenie na badanie mammograficzne, gdyż do pobliskiego miasteczka  przyjechał mammobus. Zazwyczaj nie trzeba było namawiać mnie na wszelakiego typu profilaktyczne badania, ale tym razem było inaczej.. nie chciało mi się jechać... i nie pojechałam, choć dzień wcześniej potwierdziłam wizytę. Nie umiem tego wytłumaczyć, byłam w domu, nie miałam nic nadzwyczajnego do roboty. Ogarnął mnie po prostu jakiś leń. Poza tym kilka dni wcześniej rozmawiałam z siostrą, która twierdziła że w autobusach mają przestarzały sprzęt i lepiej jechać do szpitala na takie badania i ja miałam zamiar tak właśnie zrobić.
   Panie z mammobusa dzwoniły jednak i namawiały na nowy termin (tak jakby to im zależało abym ja się zbadała), bo za miesiąc miały być ponownie... zgodziłam się i tym razem pojechałam.

 Badanie jak badanie, jednak po kilku minutach zawołano mnie na powtórzenie gdyż podobno jedno zdjęcie wyszło niewyraźnie. Trochę się tym zaniepokoiłam, ale zapewniono mnie że to się zdarza. 
Po kilku dniach dostałam telefon że w prawej piersi są zmiany, które wymagają konsultacji z lekarzem i że wysłano już do mnie listem poleconym wynik badania ze wskazaniem miejsc do których powinnam niezwłocznie się udać. Nie ukrywam że ta wiadomość była dla mnie szokiem. Zaczęłam rozważać różne opcje... starałam się jednak nie zamartwiać dopóki nie będę mieć postawionej diagnozy. Gdy przyszedł list to oczywiście wszystko sprawdziłam u wujka Google ... BIRADS 4B ...podejrzenie raka złośliwego :(

Zdecydowałam się na Dolnośląskie Centrum Onkologiczne we Wrocławiu i tam umówiono mi wizytę podczas, której zrobiono USG, które potwierdziło obecność "niezbyt ładnego guzka" jak to stwierdziła pani lekarz i dała skierowanie na biopsję.
 Sama biopsja jest niezbyt przyjemna, ale da się wytrzymać... gorsze jest chyba oczekiwanie na jej wynik.
  W tym czasie zaczęła się epidemia coronavirusa, ale muszę powiedzieć że całe moje dalsze leczenie przebiegło dość sprawnie, choć z niedużym przesunięciem czasowym.  W tym też czasie bardzo mocno pogorszył się stan zdrowia mojego taty. Ze względu na epidemię uzgodniłyśmy z siostrami ze nie nie będę go odwiedzać aby chronić i siebie i jego... bardzo przeżywałam. 
Wynik biopsji, przedstawił mi lekarz, którego twarzy nawet nie widziałam...maska, przyłbica, odzież ochronna...wyglądał prawie jak kosmonauta... 
"Niestety ma pani raka złośliwego i konieczna jest operacja. O terminie powiadomimy telefonicznie. Ma pani jakieś pytania?" powiedział lekarz.
Pytania? Jakie pytania?! Rak złośliwy?... w głowie miałam pustkę, do oczu napłynęły mi łzy. 
Poszłam do samochodu i zaczęłam płakać. Umrę? Nie bałam się samej śmierci, ale myślałam nad tym że gdy umrę to nie będzie kto miał pomóc synowi w wychowaniu jego córek. Wychowuje je sam i będzie mu ciężko! Nie, nie mogę umrzeć! Muszę żyć! Muszę!
Później już nie płakałam. Przez dwa dni byłam bardziej przygaszona, myślałam nad tym wszystkim. Stwierdziłam że muszę żyć, mam dla kogo żyć... będę walczyć. Wyrzuciłam z siebie myśl że może pójść coś nie tak... nie brałam tego w ogóle pod uwagę. Żyłam normalnie.
 Potem jeszcze było kilka wizyt w szpitalu, żeby przed operacją zrobić wszystkie inne badania. Termin zabiegu miałam dostać telefonicznie... zadzwoniono kilka dni wcześniej ..23 kwiecień do szpitala, a dzień wcześniej test na coronavirusa . Szpital w tym czasie to była jedna wielka twierdza... wpuszczano tylko osoby mające terminy do szpitala lub lekarza. Przejście przez śluzę, mierzenie temperatury, dezynfekcja rąk... wszyscy poubierani w kombinezony i maski. 
W szpitalu zrobiono mi kolejną biopsję, założono jakieś kotwiczki, wpuszczono kontrast do piersi i dzień później miałam zabieg.
Była to w moim życiu już siódma operacja, jednak jeśli chodzi o piersi to pierwsza. Zazwyczaj bardzo wymiotuję po narkozie, ale tym razem dano mi wcześniej jakiś środek i muszę przyznać że nie było źle :) 

Nie wycięto mi całej piersi, ale tylko miejsce guza z pewnym zapasem i trzy węzły chłonne. 
Ogólnie nie czułam się najgorzej, jednak zwłaszcza w nocy przeszkadzały mi dreny i worki do których schodziła chłonka. Miałam problem ze spaniem gdyż zazwyczaj śpię na brzuchu lub prawym boku a teraz było to niemożliwe.  Cztery dni po zabiegu byłam już w domu. 
Gdy porównuję operacje jamy brzusznej do operacji piersi, wydaje mi się że po tej drugiej dłużej trwa rekonwalescencja . Przez dwa miesiące spałam mając rękę ułożoną w górze na specjalnym klinie. Pierś i okolice pachy bardzo długo bolały, paliły ogniem. Jestem teraz ponad osiem miesięcy od zabiegu i pod pachą nadal nie mam czucia a w piersi często pojawiają się dość silne bóle. 
Niestety niecałe dwa tygodnie po zabiegu zmarł mój tata. Zobaczyłam go jednak przed śmiercią, ale nie wiem czy on o tym wiedział. Pocieszam się myślą że czuł gdy siedziałam przy nim trzymając go za rękę :'( :'( 
Później przez cały lipiec przechodziłam radioterapię. Ponad to przez najbliższych pięć lat będę łykać tabletki a co trzy miesiące wizyty u onkologa.
  Przez cały czas pracowałam przez internet , z wyjątkiem kilku dni po operacji. Niewiele osób wiedziało że choruję więc gdy ktoś się dowiedział był tym bardzo zaskoczony, twierdząc że nie widać po mnie choroby bo jestem wesoła i aktywna. Cieszę się że tak właśnie ludzie mnie odbierali. Myślę że moje podejście do choroby sprawiało iż czułam się lepiej. Zaakceptowałam chorobę, wierząc że ją pokonam. Prze de mną jeszcze daleka droga do wyleczenia, ale wiem, tak wiem że będę zdrowa.

Dlaczego piszę o tym wszystkim? Z kilku powodów. 
Po pierwsze chcę uzmysłowić Wam że rak złośliwy nie musi być wyrokiem. Że ważne jest aby nie skupiać się na negatywnych myślach, ale je wręcz odpędzać i zajmować umysł tym co pozytywne...to bardzo pomaga.
Po drugie, badajcie się. Róbcie co jakiś czas badania profilaktyczne, bo mogą uratować Wam życie. Mój rak był tak głęboko umiejscowiony że badając sama piersi nie byłam w stanie go wyczuć. Pewnie gdyby urósł większy byłby wyczuwalny, ale zapewne też z dużymi przerzutami . 
I jeszcze jedna ważna rzecz. Na samym początku drogi, gdy zastanawiałam się nad wybraniem lekarza, szpitala, leczenia, pojawiło się mnóstwo doradców.
Jedna moja znajoma również miała raka, raka szpiku, zachorowała kilka miesięcy wcześniej. Nie zgodziła się  na chemioterapię gdyż lekarz powiedział że daje jej 60 % szans że chemia  pomoże. Uważała że te 60% to za mało, a oni na niej nie będą się uczyć. Wypisała się ze szpitala. Zaufała znachorom, do których jeździła. Piła srebro koloidalne, krzem i jakieś inne specyfiki. Pamiętam naszą rozmowę, gdy powiedziałam jej że idę na operację i przyjmę każde leczenie jakie będzie konieczne. Odradzała mi zabieg, chemię czy radioterapię, bo to na pewno mnie zabije. Twierdziła że lekarze uczą się na nas i mają umowy z firmami farmakologicznymi aby podsyłać im pacjentów.. że nie zależy im na wyleczeniu tylko na nabiciu kieszeni pieniędzmi. Polecała wizytę u osób do których sama jeździła i jak twierdziła bardzo jej pomogli. Pamiętam jak podczas którejś rozmowy powiedziała że jest już zdrowa, że wyleczyła raka piciem czegoś tam. Zapytałam czy robiła badania w szpitalu, które to potwierdzają. Ale nie... "znachor" do którego jeździła robił jej badanie  jakąś najnowszą aparaturą i stwierdził że jest już zdrowa. Mówiła że czuje się świetnie!  Miałam mętlik w głowie... może też spróbować? Ale z drugiej strony rozum podpowiadał mi aby zaufać lekarzom. Gdy byłam po operacji odezwałam się do niej. Doznałam szoku gdy dostałam od niej wiadomość że umiera i jakiś tydzień później odeszła :'(  
Wiem że każdy rak jest inny, że może mojej znajomej leczenie by nie pomogło... ale tego nie można z całą pewnością stwierdzić. Może jeszcze by żyła... może...

Niestety jak grzyby po deszczu  pojawiało się też bardzo wielu innych doradców proponując jakieś suplementy, diety, cudowne specyfilki. Ludzie Ci często radzili w dobrej wierze, że jakieś naturalne metody leczą raka, że czytali lub widzieli w internecie iż to pomaga, że znają kogoś komu pomogło.. I bardzo mocno namawiali mnie do wypróbowania właśnie  tej metody.  Ale ja nie jestem skłonna do wiary w takie rzeczy. Owszem wiem że są produkty czy diety mogące pomóc, ale uważam że branie ich powinien zatwierdzić lekarz. 
 Pamiętam kobietę, która prowadziła na facebook sprzedaż jakiś naturalnych suplementów, które polecane są również dla rakowców. Bardzo namawiała mnie na kupno tych produktów, zapewniając że na pewno mi pomogą. Powiedziałam jej: "To moje, a nie Twoje życie jest zagrożone, więc nie wiesz jak Ty postąpiłabyś będąc w mojej sytuacji. Ja nie mam czasu na eksperymenty"

Zaufałam lekarzom i jestem pewna że to był dobry wybór. Owszem wspomagam się teraz kilkoma suplementami, ale takimi, których branie potwierdził lekarz. 
Moi kochani, na zakończenie jeszcze raz proszę: Badajcie się bo wcześnie wykryty rak jest wyleczalny! 
Nie wiem, może za jakiś czas temat ponownie poruszę...w końcu moja walka jeszcze trwa 


Po operacji

Maszyna do radioterapii 





19 grudnia 2020

 Dzień dobry kochani.

 Rzadko tu piszę przez co strasznie Was zaniedbuję ;) Niestety mam wrażenie że ktoś kradnie mi czas. Minęło już dwa lata odkąd zajmuję się moimi wnuczkami i chociaż raczej są grzeczne to jednak opieka nad dziećmi mnie wyczerpuje, zwłaszcza gdy szkoła jest online. Nie na darmo Stwórca postanowił ze dzieci rodzi się w pewnym wieku... a ja swoje już wychowałam :)

Cieszę się jednak że znajduję ostatnio czas na robótki. To mnie odpręża i mój umysł odpoczywa :) 

Już dwa lata jak robię obrus. Nie żeby bez przerw. Nie! Odkładany był tyle razy że aż wstyd, ale w ostatnim czasie ostro się za niego wzięłam. Myślę ze skończę niebawem'

Teraz wygląda tak: 




Cieszę się bo już widzę powoli koniec :) 

Obrus to dla mnie dość monotonna praca, dlatego zrobiłam sobie małą odskocznię i zrobiłam  nową ozdobę na okno. Moje stare ozdoby wyblakły i niezbyt ładnie wyglądały więc wykorzystałam obręcz z jednej z nich i mam coś nowego :)




Mam nadzieję że wkrótce pochwalę się moim nowym obrusem :)

22 stycznia 2020

moje przemyślenia



Oj to już prawie rok jak mnie tutaj nie było.
Wiele zmian zaszło w moim życiu, trochę dobrych, trochę złych. Moje życie zmieniło się o 180 stopni. Jestem kobietą, matką , babcią i wydawało mi się że rozumiem inne matki, byłam pewna że każda z nich zrobiłaby dla swoich dzieci wszystko co w jej mocy aby były szczęśliwe.
 Niestety z żalem muszę przyznać że myliłam się. Są matki które bardziej od dzieci kochają same siebie, kochają używki i rozrywkę. 
Jestem poczwórną babcią, mam dwie wspaniałe wnuczki od syna i dwóch kochanych wnuków u córki. Wychowałam już  swoje dzieci i choć często z przyjemnością zajmowałam się wnuczkami to w najczarniejszych snach nie sadziłam że kiedyś będę musiała im "matkować"
Alkoholizm to straszna rzecz, ale gdy dotyczy kobiety a zarazem matki to wali się wszystko. No i półtora roku temu zawaliło się małżeństwo mojego syna. Został sam z dwójką dzieci w wieku 6 i 8 lat . Dlatego staram się jak mogę aby mu pomóc.
Syn pracuje zawsze do 16-tej, więc zajmuję się w tym czasie jego dziećmi. Wyprawić do szkoły, potem lekcje, gotowanie sprzątanie,  kilka razy w tygodniu pracuję na nocki  więc czasem po prostu brak mi sił... Ale wspólnie dajemy radę.

 Niestety ,mam niewiele czasu na robótki ręczne. Czasem jednak robię jakieś ubranka dla lalek.. obrus powstaje jednak w  ślimaczym tempie... Niedawno zaczęłam też robić poszewki na poduszeczki , te skończę niebawem bo rozmiar nieduży :)
Zajęłam się też pracą online i z tym wiążę moje nadzieje zarobkowe. Jestem bardzo  zadowolona z tego zajęcia. Mogę zająć się domem a w wolnym czasie zarabiać :)
Gdybyś szukała dodatkowego zajęcia to chętnie przyjmę Cię do mojego zespołu, nauczę wszystkiego...więc odezwij się do mnie na Facebook  lub zostaw komentarz

Za tydzień lub dwa pokażę Wam moje nowe  poszewki :)
Dziękuję że odwiedzacie mój blog i serdecznie Was pozdrawiam :)

26 marca 2019

Obrus i zwroty z zakupów

Witajcie kochani. Ostatnimi  czasy wiele się u mnie zmieniło. Mam znacznie mniej czasu na robótki ręczne, ale coś tam sobie powoli nadal dłubię :) Jednak nie umiem bez tego żyć ;)
Mam zaczętych kilka projektów...sweter dla wnuczki, sweter dla siebie i jeszcze obrus hahaha też tak macie? 
Od dziewięciu miesięcy nie jeżdżę już do Niemiec do pracy. Jestem w domu z moimi kochanymi wnuczkami. 
Moja bliska przyjaciółka namówiła mnie na zainstalowanie aplikacji z którą dostaje się kilka procent  zwrotów od kwoty jaką  wydaję w sklepach.

Brzmi ciekawie prawda?
 Robisz zakupy w takich sklepach jak   Biedronka, Tesco, Żabka, Kaufland,  Carrefour, CCC, Daichmann , Empik, Castorama, Leroy Merlin, Orlen, Shell, BP, Allegro... oj nie będę wymieniać wszystkich bo po prostu się nie da...  jest ponad 120 tysięcy partnerów handlowych którzy płacą od 1 do 6 % za to ze robimy u nich zakupy :)

Powiesz ze 1% , 2%  czy nawet 6 % to nie jest dużo? Ja myślę inaczej.
W miesiącu każdy z nas robi sporo zakupów:  żywność, odzież, buty, czasem jakiś sprzęt AGD, od czasu do czasu idziemy do kina, na pizzę,  do fryzjera, robimy zakupy na Allegro, czy kupujemy paliwo na CPN...  wszędzie można płacić naszą  aplikacją i otrzymywać zwroty,  co w skali miesiąca daje ładną sumkę, którą przeznaczysz na co tylko chcesz. :)

Jeśli i Ty chcesz oszczędzać na zakupach to zarejestruj się bezpłatnie do naszego programu a potem idź do sklepu i kupuj co chcesz ... to bardzo proste :)
Rejestracja do aplikacji jak i korzystanie z niej  jest bezpłatne 


Napisz do mnie na Facebook a wyjaśnię Ci wszystkie szczegóły i odpowiem na Twoje pytania.

A teraz pochwalę się moim obrusem...jeszcze dużo pracy przede mną ale pomalutku go przybywa  :)






13 lipca 2018

Moja mała rozterka..

Mija już  5 tygodni odkąd  jestem  w Niemczech, ale jeszcze tydzień  i wreszcie  będę  w domku :)  stęskniłam się  już  za moimi wnuczkami i zwykłym  codziennym życiem :)
W wolnym czasie serwuję sobie trochę  ruchu jeżdżąc rowerem po niewielkim ale ładnym miasteczku, w którym jestem. Nie zapominam też o robótkach. 
W ostatnim poście  pisałam  że będę  robić  sweter na drutach..i próbowałam,  na prawdę  próbowałam... Podobał  mi się  wzór ''plaster miodu" zrobiłam  nawet dość  spory kawałek bo prawie całe  plecy, ale że nie władam biegle drutami, miałam problem w momencie gdy  się  pomyliłam lub spadło mi oczko ... ratowałam sytuację jak mogłam, ale coś robiłam nie tak bo pozniej widać ten błąd...i to nie  jeden... a tak być  nie może. Robótka musi pójść do sprucia :(
Myślę  że to zbyt trudny wzór  dla osoby poczatkującej.



Odłożyłam  druty..sweter musi poczekać aż  znajdę  na niego inny pomysł. 
Przeprosiłam się  z szydełkiem i jestem  w trakcie robienia bluzki. Robię  ją  od góry i jak na razie z efektu jestem zadowolona, ale z przerażeniem  obserwuję kończącą się włóczkę...wystarczy mi może  jeszcze na dwa lub trzy okrążenia. Mam ze sobą jeden motek tej samej włóczki ale o nieco ciemniejszym kolorze... ale nie wiem czy dobrze by to wyglądało gdyby dół  był  troszkę  ciemniejszy ...no zobaczę. Ewentualnie poczekam i jak wrócę  do Polski dokupię motek lub dwa  i skończę bluzeczkę.



A waszym zdaniem wstrzymać  się  z wykończeniem  czy wykorzystać  dostępny motek ?
Witam też nowego obserwatora  mojego bloga "Robótki  szydełkowe Doni" :)


12 czerwca 2018

Sweter dla Emilii

Jest pełnia lata a ja ciepły sweterek wnuczce wydziergałam.
Ale że i latem bywają chłodniejsze dni, a już na pewno wieczory, więc pewnie za niedługo będzie go nosić :)
Zużyłam 300 gram  włóczki akrylowej, która leżała w domu chyba ze dwa lata.
Aż sama sobie się dziwię że wcześniej nic z niej nie zrobiłam, bo kolory bardzo mi się podobają.






Sweterek zrobiłam toż przed wyjazdem do Niemiec, gdzie spędzę  najbliższe 6 tygodni. Ale i tu w wolnych chwilach staram się dziergać...robię właśnie swój pierwszy sweter na drutach, wzorem "plaster miodu". Jestem raczej szydełkująca więc jest to dla mnie nie lada wyzwanie.
 Mam jednak cichą nadzieję że do końca pobytu skończę  i będę mogła go Wam pokazać.
A tymczasem dziękuję za odwiedziny na moim blogu i zapraszam do udzielania komentarzy, są bowiem dla mnie zachętą do dalszych wysiłków w prowadzeniu mojego skromnego bloga. :)

Pragnę też przywitać nowych obserwatorów tego bloga: Magdalenę B, oraz moją imienniczkę Janinę. :)

  

2 czerwca 2018

Dwie serwety


Tą serwetę robiłam ją dla starszej pani z Niemiec którą się opiekuję.
 Muszę przyznać że wyszła mi bardzo ładna i obie jesteśmy zadowolone.
Jest mi bardzo miło gdy osoby odwiedzające moją podopieczną zachwycają się tym bieżnikiem. Kręcą głowami z zachwytem i mówią "kunst" ;))
Robiłam ją z cienkiego kordonka ze schematu znalezionego gdzieś w sieci. 
Nie jest trudna w wykonaniu a jej zaletą jest to że długość można dostosować do własnych potrzeb.


schemat serwety

Zrobiłam też serwetę w ananaski (to moja druga tego typu)
Bardzo podobają mi się serwety z ananasami ale mszę przyznać ze nie lubię ich robić, zwłaszcza od momentu gdy każdy element trzeba kończyć osobno. No ale cóż, liczy się efekt końcowy ;) 
 Niestety zdjęcie niezbyt udane



30 maja 2018

Guziki guziki ...


Guziki zbieram odkąd pamiętam. 
Zawsze było mi szkoda wyrzucić więc każdy trafiał do słoja. 
Jakieś dwa miesiące temu, starsza pani którą się opiekuję spytała czy chciałabym jej guziki? Zdziwiłam się nieco tym pytaniem, ale gdy zobaczyłam jej "kolekcję" to aż oczy mi się zaświeciły.
 4 kg guzików, małych, dużych, plastikowych, metalowych i z masy perłowej.. co jeden to ładniejszy a ponad to  wszystkie ładnie pogrupowane na niteczkach.
 Moje zawsze przechowywałam po prostu w jakimś pojemniku i nigdy ich nie sortowałam, więc muszę przyznać że szukanie tego jednego zajmowało mi zawsze sporo czasu.
 Człowiek jednak uczy się całe życie dlatego postanowiłam z moimi też zrobić porządek...ale powoli, pomalutku je sortuję ;)

Pewna pani gdy usłyszała się ze przyjęłam w prezencie guziki z troską mnie przestrzegła że nie należy przyjmować od nikogo guzików bo "GUZIK BĘDZIE SIĘ MIEĆ"
Ale ze ja nie wierzę w zabobony więc odrzekłam że to " GUZIK PRAWDA "  ;)

A wy jak przechowujecie swoje guziki?










28 maja 2018

Szydełkowy kwadratowiec

Dostałam  w prezencie włóczkę ombre w kolorach zieleni 70 % poliakryl i 30 wełna.
Z podobnej, ale w  kolorach szarosci robiłam wcześniej szal i chustę które można zobaczyć  tutaj .
Włóczka jest bardzo miła  w dotyku, ciepła i dobrze się nosi. Kolor ładny ale nie mam ubrań w tym kolorze i nie bardzo wiem do czego będzie mi pasować.  No ale jak to mówią darowanemu koniowi w zęby  się  nie zagląda, więc.....
Zrobiłam kwadratowca i mam jakieś mieszane uczucia..noszę go ale w zieleniach jednak źle się czuję.
Zobaczę jeszcze co z nim począć...albo komuś sprawię prezent, albo spruję i zrobię coś innego....Ale znów będzie zielone.... heh chyba rozejrzę się za kimś kto go zechce ;)

Kolor jest inny niż na zdjęciach, bardziej zielony.
Sweterek robiłam na siebie  { na dwóch pierwszych zdjęciach modelka, ja na trzecim ;) }
Bardzo prosty w wykonaniu. Dla chętnych niżej umieszczam schemat